Główny sponsor:

Miasto
Ząbki
NOWY TYDZIEŃ, NOWE NADZIEJE
NOWY TYDZIEŃ, NOWE NADZIEJE

NOWY TYDZIEŃ, NOWE NADZIEJE

ZĄBKI, 03.09.2017 Mecz rozegrany w ramach 5 kolejki IV ligi grupy północnej, w którym rywalem Dolcanu był zespół KS Łomianki, zakończył się zwycięstwem gości 1:0. Jedynego gola dla przyjezdnych strzelił Mateusz Sołtys, po podaniu Michała Kielaka. 

Analizując zestawienie drużyny trudno było nie zwrócić uwagi na dwa szczegóły. Otóż w podstawowej jedenastce zabrakło miejsca dla Marcina Stańczyka, a dodatkowo trener Piotr Szczechowicz nie mógł skorzystać z usług Andrija Rohozina, który leczy kontuzję z meczu w Ożarowie. Rolę lewoskrzydłowego pełnił Konrad Cichowski, który kilkakrotnie dał się poważnie we znaki defensywie gości. W pierwszym kwadransie meczu po jego dynamicznych zejściach ze skrzydła dwukrotnie golkiper gości był w poważnych opałach. W kolejnych minutach inicjatywę na boisku przejęli jednak zawodnicy Łomianek. Pierwszym zwiastunem zmiany trendu był niesygnalizowany strzał z 25 metrów Mateusza Sołtysa, który stojący między słupkami ząbkowskiej bramki Jacek Kozaczyński z najwyższym trudem sparował przed siebie. Próbujący dobitki Patryk Gac, blokowany przez obrońców trafił w poprzeczkę. Pięć minut później w zupełnie niegroźnej sytuacji nasz bramkarz popełnił błąd, który mógł kosztować utratę bramki. Nie utrzymał w rękach piłki dośrodkowywanej spod linii bocznej, a z prezentu skrzętnie skorzystał czyhający w pobliżu Michał Kielak. Przejął piłkę i strzelił do pustej bramki… Okazało się jednak, że nawet w takiej sytuacji można się pomylić, nieznacznie, ale jednak. Niestety bezbramkowy remis nie utrzymał się zbyt długo. W 28 minucie meczu rzut wolny w okolicach pola karnego gości wykonywał Daniel Nawrocki i stało się nieszczęście. Zbyt nisko zagrana piłka została wybita przez Kielaka, który jako jedyny stał w murze. Przechwycił ją Karol Szeliga i mimo, że przegrał „przebitkę” w środku pola, to do bezpańskiej piłki pod linią boczną dopadł idący za akcją pomocnik Łomianek. Przebiegł z piłką jeszcze kilka metrów i dośrodkował dokładnie na głowę Sołtysa, który strzelając z kilku metrów nie miał problemów z umieszczeniem piłki w siatce.

Na początku drugiej części spotkania Cichowski niemal dokładnie skopiował „wyczyn” zawodnika Łomianek, nie trafiając z kilku metrów do pustej bramki. Jedyna różnica polegała na tym, że gracz naszej drużyny nie korzystał z prezentu, tylko musiał sobie sytuację wypracować. Efektownie przyjął piłkę w polu karnym, minął bramkarza i… pomylił się w decydującym momencie. Później nastąpiła sekwencja zdarzeń, która w efekcie doprowadziły do wzrostu nerwowości na boisku. W ciągu dosłownie trzech minut Piotr Augustyniak „złapał” dwie żółte kartki, które wykluczyły go z gry. Pierwszą z nich za dyskusję z sędzią zawodów, drugą natomiast za rzekomy faul na jednym z obrońców gości. Nie to zdarzenie, było jednak tematem komentarzy na trybunach, tylko nieco wcześniejsze. Augustyniak kontynuował akcję po podaniu od Stańczyka, który przy okazji został niemiłosiernie sponiewierany w środkowym kole boiska. Sędzia zastosował przywilej korzyści, ale po wybiciu piłki przez obrońcę, sytuacja nie została „cofnięta” do momentu faulu na naszym zawodniku, tylko kontynuowana faulem Augustyniaka. Doprawdy zadziwiająca interpretacja „korzyści”. Końcowe minuty meczu to nieustanne próby strzelenia gola wyrównującego podejmowane przez naszą drużynę oraz sporadyczne kontrataki i opóźnianie gry stosowane przez drużynę Łomianek. Raczej nic ciekawego.

Niestety ten weekend w moim kibicowskim życiu pełen był bardzo przykrych wydarzeń. Zaczęło się od piątkowego wieczoru, gdy Biało-Czerwoni wybiegli na murawę stadionu Parken w Kopenhadze, przeciwko drużynie Danii. Kto widział ten mecz, temu nie muszę tłumaczyć, że z każdą upływającą minutą poziom frustracji i rozczarowania wzrastał, a po stracie czwartego gola skołatanych nerwów nie były w stanie ukoić żadne „kropelki”, niezależnie od pojemności opakowania, które je zawierały. Następnego dnia, w sobotę, chcąc sobie nieco poprawić humor i choćby na chwilę zapomnieć o przeżyciach poprzedniego wieczora poszedłem na mecz rezerw warszawskiej Legii, która na stadionie w Ząbkach podejmowała Widzew Łódź. Niestety z poprawy samopoczucia nic nie wyszło, bo legioniści przegrali 1:2 dając powód do satysfakcji nowemu/staremu trenerowi łodzian Franciszkowi Smudzie i dzikiej radości blisko 600-osobowej grupie kibiców tego klubu, którzy zawitali do naszego miasta. Przegrany mecz Dolcanu z Łomiankami wpisał się niestety w ten ciąg bardzo nieprzyjemnych i szalenie frustrujących zdarzeń. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Kiedy pomyślę sobie o poniedziałkowym meczu Polska – Kazachstan, na który także się wybieram, to uwierzcie mi naprawdę się cieszę, że ten koszmarny weekend już się skończył. Nowy tydzień, nowe nadzieje.

Krzysztof Krajewski


Dolcan Ząbki – KS Łomianki 0:1 (0:1)

Ząbki, 3 września 2017 r. 

Widzów: 
ok. 150
Bramki: 
Mateusz Sołtys 28'
Skład Dolcan Ząbki:
Kozaczyński – Więczek (46’ Stańczyk), Dadacz, Krystosiak, Szulakowski – Augustyniak, Lewandowski – Kozierkiewicz (86’ P. Barzyc), Nawrocki (60’ Wybraniec), Cichowski (79’ Jaroszewski) – Zaniewski (79’ P. Szeliga)
Skład KS Łomianki:
Wysocki – Kaczmarek, Hrynkiewicz (46’ Podsiadlik), Ziąbski, Kotula (90’+2’ Kawka) – Bochenek, Latos – Kielak (71’ Kowalski), K. Szeliga (90’+3 Majczyna), Gac (69’ Gonczarek) – Sołtys (90’ Strzemecki)
Żółte kartki:
Augustyniak, Dadacz (Dolcan) – Hrynkiewicz, Bochenek, Ziąbski, Kawka (Łomianki)
Czerwone kartki:
Augustyniak 56’ za dwie żółte
Sędzia:
Piotr Chyba (WS Płock)