Kuriozalna porażka
Autor: Krzysztof Krajewski, data publikacji: 20.08.2017 12:57
WYSZKÓW, 19.08.2017 Pierwszy mecz wyjazdowy nowego sezonu w którym rywalem Dolcanu był Bug Wyszków, zakończył się kuriozalną porażką naszej drużyny.
Gospodarze oddając w całym spotkaniu jeden celny strzał na bramkę Jacka Kozaczyńskiego zdołali wygrać 2:0. Przy obydwu straconych golach nasz golkiper miał niestety swój znaczący udział. Za pierwszym razem przepuścił do siatki podanie od Piotra Augustyniaka, za drugim zaś Daniel Modzelan zaskoczył go lekkim strzałem w środek bramki.
Podobnie jak przed wiosennym spotkaniem tych drużyn, które miało miejsce w dniu 1 kwietnia br., tak i tym razem sporo ciekawych rzeczy dowiedziałem się z programu okolicznościowego przygotowanego przez organizatorów. Wyczytałem w nim chociażby, że: „Drużynę Bugu w sobotnie popołudnie czeka trudne zadanie, ponieważ podwarszawska drużyna to pierwszy lider rozpoczętego tydzień temu sezonu. Ekipa z Ząbek rozbiła MKS Ciechanów 6:1. Najwyraźniej więc drzemie w tej drużynie duży potencjał, choć nie można też popadać w skrajności, początek sezonu to zawsze poligon doświadczalny i mogą padać nawet najbardziej niespodziewane wyniki. Spodziewamy się wyrównanego meczu, szanse są pół na pół, z perspektywy wyszkowian cenny będzie chociażby punkt. Tym bardziej, że nie rozpieścił nas terminarz, cztery pierwsze mecze gramy z bardzo wymagającymi przeciwnikami. Każdy punkt będzie zatem bardzo ważny.”
Wyszkowianie niemal przez cały mecz robili bardzo niewiele, aby przekonać swoich sympatyków o chęci wywalczenia trzech punktów. Ustawieni bardzo nisko w obronie, skupiali się głównie na pilnowaniu dostępu do swojej bramki, czyhając na przechwyty i możliwość wyprowadzenia kontrataku. Dolcan natomiast prowadził grę, dominował na boisku i w odróżnieniu od gospodarzy potrafił od czasu do czasu poważniej zagrozić bramce rywali. Tak było chociażby po dynamicznych wejściach ze skrzydeł Patryka Kozierkiewicza w 21 minucie meczu oraz Andrija Rohozina pięć minut później, których strzały Łukasz Rogulski z najwyższym trudem, instynktownie wybijał na aut bramkowy.
Dość powiedzieć, że w przerwie meczu wśród bardzo licznie zgromadzonych na obiekcie w Wyszkowie ząbkowskich kibiców panował optymistyczny nastrój, a dominującym pytaniem wcale nie było czy wygramy, bo to akurat wydawało nam się oczywiste, tylko kiedy uda się przełamać skomasowaną obronę gospodarzy. Nie przeszkadzał w tych rozważaniach nawet rzęsisty deszcz, który rozpadał się nad stadionem i jak okazało miał spory wpływ na późniejsze boiskowe wydarzenia. Nasze przekonanie zdawały się potwierdzać pierwsze minuty drugiej części gry. W 49 minucie po dośrodkowaniu Marcina Stańczyka z rzutu rożnego Przemysław Szulakowskiego strzelając głową obił poprzeczkę wyszkowskiej bramki. Nieco później indywidualnych akcji próbowali Kozierkiewicz oraz Konrad Cichowski, niestety nieskutecznie i… nadeszła 58 minuta, kiedy w zdawało się zupełnie niegroźnej sytuacji na podanie z ponad trzydziestu metrów do swojego bramkarza zdecydował się Piotr Augustyniak. Ogólnego zdziwienia, gdy piłka pod nogą zupełnie zdezorientowanego Jacka Kozaczyńskiego powolutku wturlała się do siatki nie sposób opisać, po prostu takie sytuacje w realu się nie zdarzają w ogóle, a przypuszczam, że i w grze na konsoli są niezmiernie rzadkie. Zmiana wyniku niewiele zmieniła w sposobie gry obu drużyn. Nadal ząbkowianie byli stroną dominującą, ale z każdą upływającą minutą grali coraz bardziej nerwowo. Na mokrej murawie notowali coraz więcej strat, co z kolei pozwalało gospodarzom na wyprowadzanie szybkich kontrataków. Jedna z takich akcji już w doliczonym czasie gry zakończyła się stratą przez naszą drużynę drugiego gola. Piłkę dogrywaną ze skrzydła przejął na linii pola karnego wprowadzony na boisko dosłownie chwilę wcześniej Dawid Modzelan i zdecydował się na natychmiastowy strzał. Nie był on ani mocny, ani precyzyjny, bo trafił dokładnie w naszego bramkarza i między jego rękawicami, w jakiś zupełnie niewytłumaczalny sposób znalazł drogę do siatki.
Kiedy teraz, już na spokojnie staram się przeanalizować przebieg tego spotkania i doszukać się przyczyn porażki dochodzę do wniosku, że zabrakło spokoju. Spokojnego budowania powtarzalnych akcji, które w końcu musiałyby przynieść efekt bramkowy. Każdy mur można przecież skruszyć. Co ciekawe, gra drużyny niewiele różniła się od tej, jaką zaprezentowała w bardzo wysoko wygranym spotkaniu z MKS Ciechanów. Być może seryjnie strzelane gole w poprzednim meczu uśpiły nieco czujność zawodników oraz sztabu szkoleniowego i sprawiły, że w meczu z Bugiem przypominali nieco gracza z popularnego „suchara”. Otóż gracz ten po każdym losowaniu totalizatora wypominał Stwórcy, że znów nie pozwolił mu wygrać, mimo że nieustannie o to prosi i na wygraną z pewnością zasługuje. Po jednej z kolejnych takich tyrad niezadowolonego gracza, adresat owych zarzutów wychylił się zza chmurki i powiedział do niego z politowaniem: Człowieku, daj mi szansę się wykazać. W końcu zagraj! Płynnie przechodząc do konkretów z dużą dozą pewności twierdzę, że absolutnie żadnej drużyny grającej w IV lidze Dolcan nie pokona samą siłą woli. Nawet w meczach, w których na tle rywali będzie prezentował się zdecydowanie lepiej (niemal) pod każdym względem, punkty trzeba będzie wywalczyć, wybiegać, po prostu „wyszarpać”. A spokój z pewnością będzie w tym tylko pomagał.
Krzysztof Krajewski
Bug Wyszków – Dolcan Ząbki 2:0 (0:0)
Ząbki, 19 sierpnia 2017 r.
|
Widzów:
|
ok. 180
|
|
Bramki:
|
Zaniewski 47', Kozierkiewicz 52', 67’, Stańczyk 77’ (k), 85’, Krystosiak 81’ – Janakakos 48’ |
| Skład Bug Wyszków: | Rogulski – Nogaj, M. Maciak, K. Maciak, Bala – Paprocki, J. Rejnuś, Łada, Śleszyński (90”+1 Modzelan), Kimura – Dzawakian (66’ Połodziuk) |
| Skład Dolcan Ząbki: | Kozaczyński – Dadacz, Krystosiak, Augustyniak, Ofmański (23’ Szulakowski) – Kozierkiewicz, Lewandowski (82' Szeliga), Stańczyk (88' P. Barzyc), Cichowski (78’ Więczek), Rohozin (63’ Nowacki) – Zaniewski (90’+2 Świderski) |
| Żółte kartki: | Rejnuś (Bug) – Kozaczyński, Stańczyk (Dolcan) |
| Sędzia: | Tomasz Pakieła (WS Warszawa) |