SZCZERE POLAKÓW ROZMOWY
Autor: Krzysztof Krajewski, data publikacji: 18.09.2016 11:50
Kolejny wyjazdowy mecz Dolcanu w rozgrywkach IV ligi mazowieckiej, grupy północnej zakończył się niestety czwartą w sezonie, a drugą z rzędu porażką naszej drużyny. Tym razem ząbkowianie przegrali w Ciechanowie z tamtejszym MKS-em 3:4, prowadząc do przerwy 3:1. Kiedy myślałem jak, w sposób jasny, czytelny i… obiektywny (sic!) zrelacjonować przebieg tego spotkania, przychodziły mi do głowy niemal wyłącznie cytaty z futbolowych klasyków. Jak często mieliście okazję w pomeczowych komentarzach słyszeć lub czytać, że „Mecz miał dwa oblicza”, albo „Drużyna przegrała wygrany mecz”. Obydwa te teksty pasują jak ulał do meczu w Ciechanowie. Dolcan przegrał wygrany mecz, próbując bronić po przerwie korzystnego wyniku. Jak widać po końcowym wyniku w sposób zupełnie nieudany i mocno frustrujący dla kibicujących drużynie obserwatorów.
Podobnie jak w meczu poprzedniej kolejki z Bzurą Chodaków dość szybko, bo już w szóstej minucie straciliśmy bramkę, tym razem jednak w odróżnieniu od tamtego spotkania po rzucie rożnym, który… egzekwował nasz zawodnik. Gospodarze przejęli piłkę w swoim polu karnym i wyprowadzili błyskawiczny kontratak. Lewym skrzydłem popędził Kamil Żylski, dośrodkował „na nos” biegnącemu drugą stroną boiska Konradowi Cichowskiemu, którego największą zasługą w tej akcji był celny strzał do pustej bramki. Gospodarze wyszli na prowadzenie i prawdopodobnie doszli do wniosku, że mecz już „się wygrał”. Inicjatywę przejęli zawodnicy Dolcanu i konsekwentnie dążyli do odrobienia straty bramkowej. Kilkakrotnie groźnie dośrodkowywał Filip Pakuła, sytuacje bramkowe mieli Paweł Nowacki i Rafał Barzyc, ale zabrakło im precyzji. Niezawodnie za to ten element piłkarskiego fachu zafunkcjonował u kapitana naszej drużyny Dariusza Dadacza w 28. minucie meczu. Przejął piłką w środkowej strefie boiska i widząc wysuniętego z bramki Michała Brudnickiego postanowił go przelobować, jak się okazało skutecznie i bardzo efektownie. Gol strzelony z koła środkowego boiska – chapeau bas. Sześć minut później było już 2:1 dla Dolcanu. Gola strzelił Bartłomiej Bochenek, którego uderzenie z linii pola karnego okazało się na tyle precyzyjny, że bramkarz miejscowych nie zdołał go wybronić. Po kolejnych trzech minutach Dolcan wyszedł na dwubramkowe prowadzenie. Dośrodkowanie z rzutu wolnego Bartosza Wybrańca na gola zamienił zamykający akcję po lewej stronie boiska Patryk Szeliga, który po raz pierwszy dostał od trenera szansę gry w wyjściowej jedenastce naszej drużyny.
Po przerwie, o czym wspomniałem nieco wyżej, nastąpił dość radykalny zwrot akcji. Ząbkowianie skoncentrowali się na obronie wyniku, a gospodarze z każdą minutą coraz groźniej atakowali. W 52 minucie głową strzelał Dominik Lemanek, pięć minut później w sytuacji sam na sam z Łukaszem Walczukiem, który także po raz pierwsze zagrał od pierwszej minuty, znalazł się Nazar Litun i przegrał ten pojedynek. Choć raczej powinienem napisać, że nasz bramkarz go wygrał. Niestety w 64 minucie padł drugi gol dla miejscowych. Strzelił go Łukasz Barankiewicz, skutecznie egzekwując rzut karny po faulu na Bartoszu Mroczku. Faulu dodam na marginesie dość problematycznym, bo nawet miejscowi kibice, wśród których obserwowałem to spotkanie go nie dostrzegli. Ważny szczegół, bo sekwencja zdarzeń, która nastąpiła w jego konsekwencji była bardzo dynamiczna. Już dwie minuty później dośrodkowanie z lewej strony boiska, ponownie Żylskiego skutecznym strzałem głową sfinalizował Cichowski, który raptem trzy minuty później, wykorzystując brak komunikacji naszego bramkarza z obrońcą, skompletował hat-trick i ustalił wynik tego meczu. Napastnik gospodarzy przejął bezpańską piłkę w naszym polu karnym i strzelił do pustej bramki. Po zakończeniu meczu miałem okazję rozmawiać z kibicami, którzy twierdzili, że piłka tak do końca bezpańska wcale nie był. Powstrzymam się jednak przed napisaniem czyja, bo z pewnością nie „moja”.
Po wyjściu na prowadzenia miejscowi, nie nauczeni doświadczeniem z pierwszej połowy meczu, ponownie oddali inicjatywę naszej drużynie, ale tym razem bez żadnych negatywnych dla siebie konsekwencji. Naszej drużynie zabrakło w kilku sytuacjach szczęścia, większej determinacji i pomysłu na rozmontowanie dość szczelnej po przerwie defensywy gospodarzy.
Zabrakło też cierpliwości kibicom z „trybuny żelaznej”, którzy są obecni na każdym meczu ząbkowskiej drużyny, z których dotychczas aż siedem zostało rozegranych na obcych boiskach. Po ostatnim gwizdku sędziego pod sektorem gości, w którym przebywało ich około pięćdziesięciu odbyła się dogrywka, czyli tytułowa szczera rozmowa. Padło wiele słów, z których zaledwie kilka, a i to zupełnie wyrwanych z kontekstu, nadawałoby się do druku, dlatego nie będzie żadnego cytatu. Sądzę, że każdy z Czytelników jest w stanie odtworzyć sobie jej przebieg, biorąc pod uwagę wcześniejsze wydarzenia, a „przecinki” też bez problemu wstawi dokładnie w te miejsca, gdzie one rzeczywiście padły.
MKS Ciechanów – Dolcan Ząbki 4:3 (1:3)
Ciechanów, 17 września 2016 r. Widzów: ok.250
Bramki: Cichowski 6’, 66’, 69’, Barankiewicz 64’ – Dadacz 28’, Bochenek 34’, Szeliga 37’
Ciechanów: Brudnicki – Olszewski, Nawotczyński, Podsiadlik, Litun – Barankiewicz, Lemanek, Rogalski (46’ Kruczek), Mroczek (88’ Stryjewski) – Żylski, Cichowski.
Trener: Piotr Dziewicki
Dolcan: Walczuk – Krajewski (60’ Tarnowski), Dadacz, Wybraniec, Szulakowski – Pakuła (81’ Hebda), Żukiewicz, Nowacki, Bochenek, Szeliga (81' Grzymkowski) – Barzyc (81’ Pachelski),
Trener: Maciej Demich
Żółte kartki: Olszewski, Barankiewicz (Ciechanów) – Szulakowski (Dolcan)
Sędziował: Marcin Falencki (WS Ciechanowsko-Ostrołęcki)