Styl życia - relacja z meczu Ostrovia - Dolcan
Autor: Krzysztof Krajewski, data publikacji: 28.08.2016 12:02
Rozgrywki ligowe to nie tylko i nie wyłącznie piłka nożna, to jest styl życia. Słyszałem te słowa tak wiele razy, że trudno zliczyć. Sam chętnie ich używałem, gdy mecz kolidował z „nadzwyczaj ważnymi” obowiązkami domowymi, ale do tej pory to były dla mnie tylko słowa i uwierzcie mi, nigdy więcej już ich nie wypowiem. Przyczyna jest bardzo prosta. Dotychczas nie potrafiłem sobie tego specyficznego stylu życia, przypisanego wyłącznie kibicom z wizualizować, nadać mu konkretnej twarzy, aż do dnia wczorajszego i wyjazdowego meczu z Ostrovią Ostrów Mazowiecka.
W czasie jego trwania miałem okazję zaobserwować, a co gorsza także wysłuchać jak wielkie nadzieje, frustracje, a w końcu także rozgoryczenie może wywoływać mecz na piątym poziomie rozgrywek. Tak, tak piątym a nie IV jakby wskazywała nazwa ligi w której występują obie drużyny. Sam w sobie mecz nie był ani aż tak nerwowy, ani tym bardziej brutalny, żeby wywoływać wśród, nie ukrywajmy tego faktu, nielicznie zgromadzonej publiczności tak wielką falę hejtu, jaka płynęła z trybun. Głównie w kierunku sędziego, ale nie omijała również zawodników naszej drużyny. Pierwsze skrzypce grał trener gospodarzy, który kontestował niemal każdą decyzję oraz zdecydowanie głośniej i bardziej ekspresyjnie brak decyzji sędziego. Na trybunach miał równie dzielnych sekundantów, którzy przez pełne dziewięćdziesiąt minut dostrzegali nieskończoną liczbę fauli ząbkowskiej drużyny oraz co najmniej kilka zagrań ręką w naszym polu karnym, o czym nie omieszkali głośno i dobitnie informować sędziego. Styl życia, przynajmniej dla mnie ma już swoje oblicze i w żaden nie zamierzam się z nim utożsamiać. Zastanawia mnie tylko, czy był to jednostkowy przypadek, spowodowany przyjazdem Dolcanu Ząbki, było nie było jeszcze rok temu drużyny ze ścisłej krajowej czołówki (kto by patrzył na nasz aktualny skład), czy też normalne zachowanie kibiców i trenera na obiekcie Ostrovii.
Sam mecz jak wspomniałem nieco wyżej nie był nadzwyczajnym widowiskiem. Przez pierwszy kwadrans można z pełną odpowiedzialnością powiedzieć nie działo się prawie nic, a jedynym urozmaiceniem poczynań zawodników obu drużyn, był doping ząbkowskiej grupy fanów, płynący tym razem... ZZA PŁOTU STADIONU!. Sytuacja co najmniej dziwna i niecodzienna, ale prawdziwa. Znamienny jest także fakt, że poza nimi dopingu na obiekcie nie prowadził nikt inny.
Po kwadransie gry gospodarze oddali pierwszy strzał na bramkę Damiana Krzyżewskiego. Strzelał Aleksander Zaremba, ale wysoko na poprzeczką. Pierwszy celny strzał, co warte podkreślenia także za sprawą gospodarzy odnotowałem po kolejnym kwadransie. Gapiostowo jednego z naszych pomocników wykorzystał Piotr Zacheja i po kilkunastometrowym sprincie lewą flanką uderzył z linii pola karnego, ale nasz bramkarz zdołał obić piłkę. Próbujący dobitki najlepszy strzelec miejscowej drużyny Dominik Dzwonkowski strzelił wysoko na poprzeczką.
Ostatnie dziesięć minut tej części gry należało jednak do drużyny Dolcanu. Sygnał o ataku dał Paweł Tarnowski, oddając nomen omen niesygnalizowany strzał z ostrego kąta, z dużym trudem, nogami obroniony przez Anrzeja Łyzińskiego. Poprawił minutę później Łukasz Stanisławski, ale jego strzał z szesnastu metrów był skierowany niemal dokładnie w środek bramki. Najlepszą okazję na uzyskanie przez naszą drużynę prowadzenia zaprzepaścił tuż przed przerwą Rafał Pachelski, który w sytuacji sam na sam z bramkarzem gospodarzy posłał piłkę minimalnie obok słupka.
Po zmianie stron także gospodarze jako pierwsi stworzyli sobie okazję strzelecką. W 50 minucie po podaniu Dzwonkowskiego w doskonałej sytuacji znalazł się ponownie Zacheja, ale pobnie jak przed przerwą, tak i tym razem Krzyżewski pewnie obronił jego strzał. Osiem minut później mogło i powinno być 1:0 dla Dolcanu. Po faulu Roberta Nogaja na Pachelskim sędzia wskazał na „jedenstkę”. Niestety egzekwujący rzut karny Grzegorz Krystosiak trafił w słupek i zamiast prowadzenia, które postawiłoby nasz zespół w dość komfortowej sytuacji, mieliśmy zarówno na boisku jak i poza nim mocno nerwową atmosferę.
Z ciekawszych sytuacji naszego zespołu w końcowych fragmentach gry nie sposób pominąć milczeniem dwóch, Rafała Barzyca który w 77 minucie meczu stanął „oko w oko” z Łyzińskim, ale niestety nie zdołał go pokonać oraz indywidualnej akcji Filipa Pakuły, który trzy minuty później zbiegając wzdłuż linii pola karnego z prawej strony boiska zdołał nawet minąć bramkarza gospodarzy, ale jego strzał był na tyle lekki, że zdążył nadbiec jeden z obrońców gospodarzy i zablokować skierowaną w stronę bramki piłkę.
Doprawdy obserwując ten mecz trudno dociec przyczyn, które wywołały aż tak skrajne emocje wśród niektórych jego obserwatorów. Wiadomo – styl życia, z tym nie sposób dyskutować.
Ostrovia Ostrów Maz. - Dolcan Ząbki 0:0
Ostrów Mazowiecka, 27.08.2016 Widzów: 50
Ostrovia: Łyziński – Korzeb, Nogaj, D. Wilczewski, Oleś – Zaremba, R. Wilczewski (90' Kobyliński), Decyk (73' Zapatka), Dobosz – Zacheja, Dzwonkowski.
Trener: Paweł Kowalczyk
Dolcan: Krzyżewski – Wybraniec, Dadacz, Krystosiak, Szulakowski – Tarnowski (83' Kalinowski), Latos, Bochenek, Stanisławski (46' Pakuła) – Barzyc, Pachelski (71' Hebda).
Trener: Maciej Demich
Żółte kartki: Oleś (Ostrovia) oraz Pachelski, Latos i Hebda (Dolcan).
Sędziował: Rafał Kaim (WS Siedlce).