Dariusz Dźwigała: "W przyszłym sezonie powalczymy o awans"
Autor: Dariusz Dudkiewicz, data publikacji: 11.03.2015 16:07
Po zakończeniu rundy jesiennej w zespole rewelacji poprzedniego sezonu Dolcanu Ząbki doszło do małego trzęsienia ziemi. Piłkarze sami w pewnym momencie nie wiedzieli, czy mają trenera, czy nie, ale pogłoski o rezygnacji Marcina Sasala ostatecznie okazały się prawdą. Nowym szkoleniowcem Dolcanu niemal natychmiast ogłoszono Dariusza Dźwigałę. Wieloletni piłkarz m.in. Polonii Warszawa podpisał z 10-tą drużyną I Ligi 1,5-letni kontrakt. Czy Dźwigale, który jesienią zaliczył nieudany okres w Arce Gdynia, uda się wskrzesić w zespole nowego ducha i sprawić, że ta zacznie grać na miarę potencjału?
Wojciech Piela: Na początek wróćmy może do momentu podpisania przez Pana kontraktu z Dolcanem. Jak szybko działacze się odezwali i jak długo trwały te rozmowy?
Dariusz Dźwigała: Działacze Dolcanu odezwali się do mnie bardzo szybko. Stało się to praktycznie zaraz po ogłoszeniu rezygnacji przez trenera Sasala. Byłem wtedy trenerem Polonii Warszawa, ale miałem tak skonstruowaną umowę z dyrektorem Pawłem Olczakiem, że jeśli dostanę propozycję z wyższej ligi, to nikt nie będzie robił mi żadnych przeszkód. Z oferty Dolcanu skorzystałem praktycznie od razu. Motywy takiej decyzji są jasne. W Ząbkach mamy przecież pierwszoligowy klub, znajdujący się na dodatek blisko Warszawy, więc nie było się tutaj nad czym zastanawiać.
Analizował Pan jesienne mecze zespołu?
Analizowałem, byłem również częstym gościem na stadionie.
Jakie wnioski udało się Panu wyciągnąć? W zgodnej opinii wielu fachowców Dolcan jesienią spisywał się poniżej oczekiwań.
W dzisiejszym świecie piłki trenerzy są postrzegani przez pryzmat wyników i jeśli chodzi o osiągane rezultaty jesienią było to rzeczywiście spore rozczarowanie. Gra Dolcanu nie wyglądała jednak źle. O miejscu w tabeli zadecydowało przede wszystkim kilka spotkań w głupi sposób zremisowanych, kiedy zamiast trzech punktów dopisywany był jeden. Znam jednak dosyć długo tę drużynę i z całą pewnością mogę stwierdzić, że jest to solidny zespół. Od czasów trenera Podolińskiego, który zbudował wszystko od podstaw, skład jest tylko pojedynczo uzupełniany, co również jest na pewno dużym atutem Dolcanu.
Widzi Pan w obecnym zespole Dolcanu potencjał na wyższe miejsce w tabeli niż zajmuje obecnie?
Zdecydowanie tak. Zresztą moja filozofia i mojego sztabu jest taka, żeby wydobyć z piłkarzy ten drzemiący w zawodnikach potencjał. Chcielibyśmy zmienić sposób gry w piłkę tego zespołu. Jeżeli patrzymy przez pryzmat tych gier kontrolnych, które graliśmy w okresie przygotowawczym to drużyna gra troszeczkę inaczej niż wcześniej. Moim celem jest wprowadzenie atrakcyjnego i efektownego stylu gry. Żeby się rozwijać polska piłka musi iść w kierunku gry w piłkę. Wiem jednak, że w tym wszystkim są najważniejsze wyniki, bo kluby zarówno w Ekstraklasie, jak i w I Lidze, żyją z wpływów sponsorów, a żeby pozyskać sponsorów trzeba być wysoko w tabeli. Dlatego to, że chcemy grać widowiskowo nie oznacza, że na drugim miejscu stawiamy wyniki. Ten styl gry ma być nie tylko ładny dla oka, ale również skuteczny i ma przynosić punkty. Chcemy każdy mecz wygrać i wpoić zawodnikom pozytywne myślenie, bo same umiejętności to jedno, ale głowa jest też bardzo ważną rzeczą w sporcie wyczynowym.
Jak przebiegał okres przygotowawczy? Udało się zrealizować wszystkie założenia?
Zrealizowaliśmy wszystko w stu procentach, zabrakło mi jedynie mocnych sparingpartnerów. Nie chciałem zmieniać wcześniejszych ustaleń, które były już przed moim przyjściem do klubu, za trenera Sasala. Jednak zwłaszcza w końcowej fazie przygotowań zabrakło takiego mocnego przeciwnika. Nasza gra wyglądała bardzo dobrze, ale zdajemy sobie sprawę, że graliśmy z zespołami trzecioligowymi, więc ten wykładnik nie do końca jest sprawdzony. Najważniejsze jednak, że przepracowaliśmy to, co sobie założyliśmy. Mieliśmy bardzo dobre warunki, a najważniejszą rzeczą z tego wszystkiego jest to, że nie mieliśmy żadnej kontuzji poza jednym zachorowaniem i drobnymi urazami, które wykluczały z jednego czy dwóch treningów.
Rzeczywiście nie było żadnych urazów pomijając jednak tę kontuzję Tomasza Chałasa odniesioną zaraz na początku przygotowań. Kiedy możemy spodziewać się jego powrotu?
Bardzo nieszczęśliwy uraz. Zanim właściwie weszliśmy w przygotowania Tomek bez kontaktu z przeciwnikiem po prostu źle stanął i doznał urazu więzadeł krzyżowych. W połowie kwietnia ma zacząć lekki trening.
Jednym z Pana zimowych transferów jest Daniel Gołębiewski grający właśnie na pozycji napastnika. Czy będzie w stanie zastąpić kontuzjowanego Chałasa i odbudować się po nieudanym okresie?
Nie zapominajmy o tym, że Daniel tak jak każdy bardzo mocno musi walczyć o swoje miejsce i tego od niego oczekuję. Wiadomo jakie są jego atuty, i co potrafi. Daniel potrzebuje regularnego trenowania i rytmu meczowego. Jak dotąd, wszystko idzie w dobrym kierunku. Gołębiewski ma dużą szansę, po tym jak zaprezentował się zimą, żeby podnieść nam rywalizację i jakość zespołu. Wierzę w to, że tak się stanie.
Jakiego ustawienia możemy się spodziewać? Czy zamierza Pan kontynuować dzieło poprzedników i stosować ustawienie z trójką w obronie, czy jednak stworzyć inny system?
Pamiętajmy o tym, że za trenerów Podolińskiego i Sasala nie był to klasyczny system z trzema obrońcami, bo de facto w defensywie występowało pięciu zawodników. W fazie atakowania rzeczywiście zostawało trzech zawodników, niekoniecznie obrońców, i rozgrywało piłkę, natomiast dwóch skrajnych zawodników grało bardzo wysoko i pełniło rolę skrzydłowych. Jeśli chodzi o ten aspekt, u mnie będzie podobnie. Jednak faktycznie jeśli chodzi o samą linię obrony to zagramy czterema zawodnikami.
Jaki ma Pan pomysł na Grzegorza Piesio? W sparingach grywał zarówno jako napastnik, jak i ofensywny pomocnik. Czego możemy się więc spodziewać?
Jeśli chodzi o zawodników z przednich formacji, a takim jest Grzesiek, dla mnie nie ma znaczenia, kto w danym momencie na jakiej pozycji będzie. Oni mają się rotować, każdy może schodzić po piłkę, a wtedy drugi zawodnik musi wejść w to miejsce, które zostało opuszczone. Oczekuję więc dużej rotacji i wymienności pozycji. Nie będzie czegoś takiego, że w danym meczu Piesio zaczyna mecz na „10” i on tego miejsca ma się trzymać. Zawodnicy ofensywni muszą być bardzo kreatywni.
Po sezonie Piesio opuści Dolcan i wzmocni GKS Bełchatów. Ma Pan jakiekolwiek wątpliwości, że może u niego wiosną w związku z tym zabraknąć motywacji i nie będzie chciał „umierać za Dolcan”?
Nie wierzę w to i nawet nie dopuszczam do siebie takiej myśli. Piłkarze grają dla siebie, są profesjonalistami i tak to ma wyglądać. Absolutnie jestem przekonany, że w przypadku Grześka będzie podobnie tak, jak było to pokazywane przez cały okres przygotowawczy. Gołym okiem widać jak mu zależy na tym, żeby pomóc. On też ma dług wdzięczności względem Dolcanu i tylko swoją dobrą grą w Ząbkach będzie mu zdecydowanie łatwiej wejść w poziom Ekstraklasy. Dużo rozmawiamy z Grześkiem, jest świadomy swoich umiejętności, ale też wysokich oczekiwań wobec niego. Przez wcześniejsze sezony pokazał, jak ważnym zawodnikiem jest dla Dolcanu. Bardzo na niego liczymy, pomimo, że od nowego sezonu już go z nami nie będzie.
Jednym z ważniejszych zawodników Dolcanu jesienią był również Kamil Mazek. Teraz już go zabraknie, ale wypożyczenia takich zawodników jak Damian Kądzior czy Michał Bajdur są znakiem, że szuka Pan następców. Jest szansa, że nie odczujemy wiosną straty skrzydłowego Ruchu?
Przede wszystkim jeżeli chodzi o Mazka, to był to zawodnik ważny jak każdy inny, bo tutaj nie ma mniej istotnych ludzi. Kamil był na pewno piłkarzem, którego największy atut to szybkość, a przy okazji młodzieżowiec. Na jego miejsce poza Bajdurem sprowadziliśmy też Sebastiana Bartlewskiego. Co najważniejsze, obaj to rocznik 94 czyli też młodzieżowcy. Natomiast Damian Kądzior na pewno również stanie się ważnym ogniwem zespołu, z tym, że to zawodnik bardziej do środka pola i niestety nie jest młodzieżowcem.
Z gry zespołu w sparingach jest Pan zadowolony?
Oczywiście. Wszyscy wyglądali bardzo dobrze, nie mogłem mieć żadnych zastrzeżeń, jeżeli chodzi o organizację gry czy sposób wyprowadzania akcji. Wiadomo, że jako zespół, który chce grać w piłkę, jesteśmy narażeni na straty i tego się nie uniknie. Dlatego zimą pracowaliśmy przede wszystkim nad tym żeby, jako zespół odpowiednio zareagować właśnie po utracie piłki. Była to dla nas absolutnie kluczowa sprawa. Na tle tych trzecioligowych przeciwników wyglądało to bardzo dobrze, ale na pewno liga nas zweryfikuje. Gra w sparingach na sztucznym boisku i bez presji to zupełnie „inny sport” niż walka o punkty.
W ostatnią sobotę kibice Dolcanu ze Stowarzyszenia „Duma Warszawskiego Przedmieścia” zorganizowali pierwszą w historii klubu prezentację drużyny. Jak Pan ocenia sam pomysł i organizację tego wydarzenia?
Mam bardzo pozytywne odczucia. To jest kierunek, żeby kibiców było coraz więcej. Piłkarze i kluby muszą się otwierać na fanów, zwłaszcza tych młodszego pokolenia. Powinny być organizowane różne imprezy czy też spotkania w szkołach. Jak najbardziej popieram pomysł. Była to nasza pierwsza prezentacja i na pewno zrobimy wszystko żeby przed każdym sezonem to wyglądało podobnie.
Sezon rozpoczął Pan jako szkoleniowiec Arki Gdynia, jednak dosyć szybko pożegnał się z posadą. Dlaczego Pańskim zdaniem nie udało się nad morzem i czy pracą w Dolcanie chce Pan udowodnić kilku ludziom w Gdyni, że zbyt szybko podziękowali Panu za pracę?
Nie zamierzam nic nikomu udowadniać. Wiem, że znam się na tym fachu. Potrzeba w piłce, jak i w życiu, czasami trochę czasu i szczęścia, a tego zabrakło w Arce. Nikt nie powie jednak, że gdynianie za mojej kadencji nie mieli swojego pomysłu na grę. Trenerów rozpatruje się przez pryzmat wyników, tam nie dano mi posmakować pracy przez dłuższy okres. Nikt nie patrzył na to, że miałem dwa miesiące na zbudowanie nowego zespołu, przyszło przecież aż czternastu zawodników i trzeba było ich wkomponować. Jedynym piłkarzem ze starej gwardii, który utrzymał miejsce był Krzysiek Sobieraj. Pozostali to były nowe twarze, o które czasami bardzo mocno musiałem walczyć. Kimś takim był na pewno Bartek Ława. To zawodnik, na którym bardzo mi zależało, gdyż pasował mi do sposobu grania, tak samo Antek Łukasiewicz, i bardzo duże schody były, żeby go sprowadzić. Na szczęście udało się dzięki swoim przyjaciołom, których mam w Gdyni. Wyniki niestety nie były satysfakcjonujące, ale mam przekonanie, że to była kwestia czasu. Uważam, że aby rozwijać tych piłkarzy trzeba im dać kierunek gry w piłkę. Proszę też zwrócić uwagę, że młody Nalepa został przeze mnie wprowadzony i gra regularnie na wysokim poziomie.
Jesienią, tak jak wspomnieliśmy na początku, pracował Pan przez pewien okres w Polonii Warszawa. Jest Pan blisko związany z tym klubem, przez wiele lat zaliczył Pan mnóstwo spotkań w barwach zespołu z Konwiktorskiej. W jakim kierunku podążają Czarne Koszule?
Jeśli chodzi o moje zatrudnienie, wynikało ono z bardzo dużej chęci zmiany. Polonia znalazła się w strefie spadkowej i trzeba było zrobić coś z tą sytuacją. Zostałem poproszony przez dyrektora sportowego, żebym pomógł na ostatnie dwie kolejki. Oczywiście nie zastanawiałem się ani sekundy, byłem wolnym trenerem. Widziałem również w tym zespole potencjał i myślę, że w tych dwóch meczach z Radomiakiem i Sokołem Aleksandrów było widać, że przez ten okres trafiłem do zawodników, wszystko szło w bardzo dobrą stronę. Uważam, że Polonia nie zginie i będzie małymi kroczkami się odbudowywała, bo wciąż w klubie są tak zasłużone osoby jak Pan Jerzy Piekarzewski, który to wszystko firmuje i trzyma od wielu lat. Wiele w tym momencie zależy od Pawła Olczaka. Spadło na niego bardzo dużo krytyki, a uważam, że to teraz jedyna osoba odpowiedzialna za funkcjonowanie klubu i naprawdę obecnie wygląda to dobrze.
Pana faworyci do awansu w tym sezonie I Ligi?
Zdecydowanie Zagłębie Lubin, a o drugie miejsce będą rywalizować Wisła Płock, Termalica i Olimpia Grudziądz.
Dolcan rozumiem powalczy w przyszłym sezonie.
Tak jest.
Wywiad został przeprowadzony 6.03.2015