Bartosz Wiśniewski: "Duża pokora"
Autor: Michał Fronk, data publikacji: 21.03.2013 01:54
- Osobiście przychodziłem do Dolcanu z dużą pokorą. Grałem przeciwko drużynie z Ząbek nie raz i wiedziałem, że dysponują mocnym składem i z sezonu na sezon udowadniają swoja wartość w lidze. - O swoim transferze do Dolcanu, Bartosz Wiśniewski. Zapraszamy do lektury.
Michał Fronk: Bardzo szybko wkomponowałeś się do naszej drużyny. Już w sparingach byłeś najlepszym strzelcem Dolcanu. Dobrą formę strzelecką potwierdziłeś także w spotkaniu ze Stomilem.
Bartosz Wiśniewski: Od początku przygotowań bardzo mocno pracowałem na treningach, aby udowodnić swoją przydatność do zespołu. Ciężka praca zaowocowała skutecznością w sparingach i bardzo mnie to cieszyło. Jednak gry kontrolne już za nami i teraz trzeba przełożyć dwa miesiące przygotowań na mecze o punkty. Początek wypadł obiecująco, ale to dopiero pierwszy mecz. Zostało jeszcze szesnaście spotkań i moim celem jest po prostu jak najlepsza gra.
M.F: Długo przekonywałeś Darka Zjawińskiego i Rafała Grzelaka, że to Ty powinieneś
wykonywać rzut wolny, po którym padł gol?
B.W: Nie, wręcz przeciwnie. To Darek zasugerował żebym uderzał. Ćwiczyliśmy stałe fragmenty dzień przed meczem, i wyglądało to obiecująco. Jedyna niewiadoma było ustawienie muru rywali. Bramkarz Stomilu ustawił go w sposób idealny do uderzenia dla zawodnika lewonożnego. Zaryzykowałem strzał w długi róg i udało się.
M.F: Zwycięstwem ze Stomilem praktycznie zapewniliście sobie utrzymanie w I lidze. Jakie
stawiacie sobie cele na dalszą część sezonu?
B.W: Faktycznie powiększyliśmy przewagę nad pierwszą drużyną ze strefy spadkowej do dwunastu punktów. Jeszcze szesnaście spotkań przed nami i nie możemy popaść w samo zachwyt po jednym z nich. To dopiero początek ligowej walki. Skupiamy się na każdym kolejnym pojedynku, chcemy wygrywać i zobaczymy, dokąd nas to zaprowadzi.
M.F: Po twoim transferze trener Podoliński często powtarza, że nie będziesz tylko uzupełnieniem kadry, a jednym z ważniejszych zawodników. Często takie słowa nie działają pozytywnie piłkarzy, którzy nie potrafią sobie poradzić z presją bycia liderem. Jednak w twoim przypadku jest zupełnie odwrotnie.
B.W: Szczerze mówiąc nie słyszałem takich wypowiedzi trenera. Osobiście przychodziłem do Dolcanu z dużą pokorą. Grałem przeciwko drużynie z Ząbek nie raz i wiedziałem, że dysponują mocnym składem i z sezonu na sezon udowadniają swoja wartość w lidze. W ataku jest tu dużą konkurencja, każdy z kandydatów do gry zasługuje na nią i udowodnił to w czasie przygotowań. Wcale nie przychodziłem tu z przeświadczeniem, że dostane miejsce w składzie za darmo, wręcz przeciwnie. Mocno na szanse gry pracuje każdego dnia.
M.F: Przed Wami spotkanie z ŁKS-em. Łodzianie w poprzedni weekend w przeciwieństwie do Was rozegrali swój mecz ligowy w Olsztynie. Myślisz, że to będzie miało znaczenie w niedzielnej konfrontacji?
B.W: Faktycznie rozegrali, ale z tego, co słyszałem to z graniem w piłkę w Olsztynie był problem, bo murawa była mocno zmrożona. Co więcej zobaczymy czy teraz mecz dojdzie do skutku, bowiem zima cały czas nie odpuszcza. My natomiast cały czas pracowaliśmy na pełnych obrotach, w niedziele rozegraliśmy grę wewnętrzną i teraz skupiamy się na najbliższym przeciwniku.