Główny sponsor:

Miasto
Ząbki
Robert Podoliński: "Tu nie ma cwaniaków"
Robert Podoliński: "Tu nie ma cwaniaków"

Robert Podoliński: "Tu nie ma cwaniaków"

Szacunek dla piłkarzy za to co zrobili. Mogliśmy już być dawno na samym dole, ale moi zawodnicy się nie poddali i mamy realne szanse na utrzymanie. My cały czas będziemy walczyć - wyjaśnia Robert Podoliński w wywiadzie z nami. Zapraszamy do lektury!


Jędrzej Janus: Pana podopieczni powiedzieli mi, że w przerwie w Poznaniu padły ostre słowa. Co Pan im takiego powiedział?

Robert Podoliński: Rzeczywiście padły ostre słowa w szatni, ale efekt był mizerny, więc krzyk najwidoczniej nie jest najlepszą formą motywacji. Byliśmy zespołem słabszym. Źle weszliśmy w mecz i słabo przystosowaliśmy się do warunków boiskowych. Fakt może w drugiej połowie graliśmy trochę lepiej, ale co z tego jak przegraliśmy 0:3.

Zobacz zdjęcia z meczu Warty Poznań z Dolcanem Ząbki

J.J: Maciej Tataj powiedział mi, że starymi grzechami Dolcanu jest właśnie motywacja do gry dopiero po stracie bramki lub gdy ma nóż na gardle. Faktycznie tak było w meczu z Arką, a w meczu przeciwko Warcie dopiero od drugiej połowy Pana podopieczni się przebudzili.

R.P: Myślę, że powodem naszej lepszej gry była słabsza dyspozycja fizyczna Warty Poznań. Oni trochę osłabli, a my ich przydusiliśmy. Dopiero po interwencji trenera Owczarka i po zmianach w drużynie gospodarzy ta gra się wyrównała. Te zmiany naprawdę dały dużo ożywienia Warcie i to był klucz do zwycięstwa. Myślę, że też naszym dużym osłabieniem była kontuzja Bartosza Osolińskiego i Piotra Bazlera. I nasz środek pola stał się bardzo ofensywny i z tego miejsca właśnie padały bramki.

J.J: Damian Świerblewski chyba był najlepszym piłkarzem Dolcanu w meczu z Wartą Poznań. Nie dało go się złapać i był od wszystkich szybszy. Bardzo dużo dogrywał tych piłek w pole karne, ale chyba brakowało tego wykończenia? Maciej Tataj jedynie szukał piłki, a reszta drużyny za bardzo się cofnęła? 

R.P: Rzeczywiście za mała ilością piłkarzy atakowaliśmy. Ale my chcieliśmy tak grać i założyliśmy sobie przed spotkaniem taką grę. Faktycznie Damian Świerblewski dużo dogrywał tych piłek, ale nic z tego nie wynikało. Ta współpraca „Świerbla” z Maciejem Tatajem w meczu z Wartą też nie była za wysokich lotów.

J.J: Po tej dobrej serii meczów bez porażki zespół nie zapomniał o co gra?

R.P: Absolutnie nie. Wiadomo, że byliśmy bardzo szczęśliwi po tej dobrej passie, ale to nie oznacza, że zapomnieliśmy o co walczymy. Szacunek dla piłkarzy za to co zrobili. Mogliśmy już być dawno na samym dole, ale moi zawodnicy się nie poddali i mamy realne szanse na utrzymanie. My cały czas będziemy walczyć. Czy, to z nożem na gardle czy z klapkami na oczach. My nikomu łatwo nie oddamy punktów.

J.J: Zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że ten zimny prysznic faktycznie was zmotywuje do jeszcze lepszej gry?

R.P: Myślę, że tak. Faktycznie w Poznaniu ta gra nie wyglądała najlepiej, boisko było ciężkie, ale my przyjechaliśmy po punkty. Coś się załamało podczas meczu, ale na pewno nie przeszliśmy obok meczu. Nie jesteśmy wcale zadufani w sobie. Wystarczy wejść do szatni i nikt nie znajdzie tam cwaniaków. U nas są piłkarze, którzy ciężko pracują i walczą o swoje. Pracujemy w bardzo ciężkich warunkach i naprawdę pokazujemy, że potrafimy grać w piłkę.

J.J: Oprócz dobrych zmian trenera Owczarka, Warta Poznań czymś Pana zaskoczyła?

R.P: Byliśmy na Wartę Poznań bardzo dobrze przygotowani. Tu nie chodzi, że nas podopieczni trenera Owczarka czymś zaskoczyli. Problem tkwił w nas samych. Wydaję mi się, że nie dostosowaliśmy się do warunków panujących w Poznaniu. Moi piłkarze przegrywali pojedynki jeden na jeden i ślizgali się na murawie. Dopiero w drugiej połowie coś zaskoczyło.

Rozmawiał

Jędrzej Janus